szmyrgol.movie

@szmyrgol.movie

  • 451 Posts
  • 42 Followers
O czym mówi Szmyrgol-movie? Mówi o fantastyce, komiksach, grach, jednak najwięcej o kinie. Ja, Szmyrgol, zapraszam do śledzenia bloga.
Jojo's Bizarre Adventure
prod. David Production, 2012-2013

Zacząłem nadrabiać na Netflixie serial Jojo's Bizzare Adventure, jeden z najbardziej memogennych anime.

To produkcja, która może szczególnie zaintrygować fanów anime z lat 80 i 90. To w gruncie rzeczy parodia anime nastawionych na akcję pokroju Fist of the North Star, czy Berserk - gdzie bohaterowie są super męscy i prowadzą ze sobą epickie pojedynki pełne bryzgającej krwi. 

Wszystko w Jojo's Bizarre Adventure jest przegięte do absurdalnego poziomu i balansuje między męskością, a homoerotyzmem. Każdy bohater to chodząca góra mięsa wykrzykująca patetyczne hasła o honorze i ratowaniu świata, a jednocześnie wszyscy noszą kolorowe, obcisłe stroje, przybierają dziwne pozy. Historie pełne są klisz znanych z najróżniejszych anime - wszystko jest tak mocno nagromadzone, przerysowane i doprowadzone do takiego absurdu, że to autentycznie bawi. Jeszcze bardziej śmieszy absolutna powaga z jaką bohaterowie do tego podchodzą, wszystko jest przedramatyzowane do komicznego poziomu.

Ciekawym pomysłem jest opowiedzenie historii nie jednego bohatera, ale całego rodu Joestarów. To sprawia, że obserwujemy wydarzenia na przestrzeni wielu lat - widzimy jak bohaterowie się starzeją, zakładają rodziny, umierają i powstaje kolejne pokolenie. Dzięki temu realia się zmieniają, tematyka, postacie, przez co mamy miłą różnorodność. Jednocześnie postarano się, aby każda epoka miała swój klimat i motyw przewodni. 

Z warstwą wizualną jest różnie. Bardzo podoba mi się wykorzystanie kolorów - są neonowe, krzykliwe, zmieniają się w zależności od emocji bohaterów.  Projekty postaci się różnorodne, odpowiednio przegięte i ładnie oddają urok anime z lat 80. Jak na anime nastawione na akcję ma zaskakująco drętwą animację - dużo tutaj nieruchomych kadrów, klatkowania. Paradoksalnie sceny akcji są najsłabszym elementem Jojo's Bizzare Adventure.

Serial warty obejrzenia. 1 sezon jest dynamiczny, pełen ciekawych zwrotów, humoru, oraz niezapomnianych momentów, które zapisały się w historii Internetu.

 #jojosbizzareadventure,  #anime,  #seinen,  #shonen,  #komedia,  #parodia,  #jojo,  #Netflix,  #recenzja,  #szmyrgol,  #szmyrgolmovie,  #serial

Jojo's Bizarre Adventure prod. David Production, 2012-2013 Zacząłem nadrabiać na Netflixie serial Jojo's Bizzare Adventure, jeden z najbardziej memogennych anime. To produkcja, która może szczególnie zaintrygować fanów anime z lat 80 i 90. To w gruncie rzeczy parodia anime nastawionych na akcję pokroju Fist of the North Star, czy Berserk - gdzie bohaterowie są super męscy i prowadzą ze sobą epickie pojedynki pełne bryzgającej krwi. Wszystko w Jojo's Bizarre Adventure jest przegięte do absurdalnego poziomu i balansuje między męskością, a homoerotyzmem. Każdy bohater to chodząca góra mięsa wykrzykująca patetyczne hasła o honorze i ratowaniu świata, a jednocześnie wszyscy noszą kolorowe, obcisłe stroje, przybierają dziwne pozy. Historie pełne są klisz znanych z najróżniejszych anime - wszystko jest tak mocno nagromadzone, przerysowane i doprowadzone do takiego absurdu, że to autentycznie bawi. Jeszcze bardziej śmieszy absolutna powaga z jaką bohaterowie do tego podchodzą, wszystko jest przedramatyzowane do komicznego poziomu. Ciekawym pomysłem jest opowiedzenie historii nie jednego bohatera, ale całego rodu Joestarów. To sprawia, że obserwujemy wydarzenia na przestrzeni wielu lat - widzimy jak bohaterowie się starzeją, zakładają rodziny, umierają i powstaje kolejne pokolenie. Dzięki temu realia się zmieniają, tematyka, postacie, przez co mamy miłą różnorodność. Jednocześnie postarano się, aby każda epoka miała swój klimat i motyw przewodni. Z warstwą wizualną jest różnie. Bardzo podoba mi się wykorzystanie kolorów - są neonowe, krzykliwe, zmieniają się w zależności od emocji bohaterów. Projekty postaci się różnorodne, odpowiednio przegięte i ładnie oddają urok anime z lat 80. Jak na anime nastawione na akcję ma zaskakująco drętwą animację - dużo tutaj nieruchomych kadrów, klatkowania. Paradoksalnie sceny akcji są najsłabszym elementem Jojo's Bizzare Adventure. Serial warty obejrzenia. 1 sezon jest dynamiczny, pełen ciekawych zwrotów, humoru, oraz niezapomnianych momentów, które zapisały się w historii Internetu. #jojosbizzareadventure, #anime, #seinen, #shonen, #komedia, #parodia, #jojo, #netflix, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #serial

5
0
13 days ago
Pamięta ktoś jeszcze Bright? Ten pierwszy duży film Netflixa, który miał być konkurencją dla kinowych blockbusterów, był wszędzie reklamowany (hasłami pokroju "Wkrótce w... sypialni Twojej babci"), miał być wstępem do wielkiego uniwersum, ale ostatecznie na nikim nie wywarł wrażenia i przez długi czas nie było żadnych informacji o kolejnych częściach, spin-offach itd? Okazuje się, że jednak coś rusza, bo w ramach Geeked Week ogłoszono film anime Bright: Samurai Sword w reżyserii Kyohei Ishiguro (odpowiadał wcześniej za Psycho-Pass i Your lie in April). Anime odejdzie jednak od założenia filmu z Willem Smithem i zamiast osadzać tolkienowskie rasy we współczesnych realiach, osadzi je w feudalnej Japonii. Nie wiem czy jest jeszcze sens wracania do Bright i czy cokolwiek ciekawego wyniknie z osadzenia orków i elfów w świecie samurajów, ale twórca utalentowany i grafika ładna.

 #Bright,  #Netflix,  #anime,  #animacja,  #kreskówka,  #japonia,  #samuraje,  #geekedweek,  #fantasy

Pamięta ktoś jeszcze Bright? Ten pierwszy duży film Netflixa, który miał być konkurencją dla kinowych blockbusterów, był wszędzie reklamowany (hasłami pokroju "Wkrótce w... sypialni Twojej babci"), miał być wstępem do wielkiego uniwersum, ale ostatecznie na nikim nie wywarł wrażenia i przez długi czas nie było żadnych informacji o kolejnych częściach, spin-offach itd? Okazuje się, że jednak coś rusza, bo w ramach Geeked Week ogłoszono film anime Bright: Samurai Sword w reżyserii Kyohei Ishiguro (odpowiadał wcześniej za Psycho-Pass i Your lie in April). Anime odejdzie jednak od założenia filmu z Willem Smithem i zamiast osadzać tolkienowskie rasy we współczesnych realiach, osadzi je w feudalnej Japonii. Nie wiem czy jest jeszcze sens wracania do Bright i czy cokolwiek ciekawego wyniknie z osadzenia orków i elfów w świecie samurajów, ale twórca utalentowany i grafika ładna. #bright, #netflix, #anime, #animacja, #kreskówka, #Japonia, #samuraje, #GeekedWeek, #fantasy

3
0
13 days ago
Wylądował bardzo fajny zwiastunik nowego He-Mana. Ładnie nawiązuje do estetyki oryginalnej serii, ale jednocześnie przypudrowuje ją na tyle, aby wyglądało to cool z dzisiejszej perspektywy. Mamy mrugnięcia okiem do lat 80 w postaci piosenki ("Holding Out For a Hero") i logo, wiernie przeniesione wszystkie kolorowe kostiumy i lokacje, śliczną kreskę Powerhouse Animation Studio, oraz świetnego Marka Hamilla w roli Szkieletora.

 #heman,  #MastersOfTheUniverse,  #MastersOfTheUniverseRevelation,  #markhamill,  #netflix,  #animacja,  #kreskówka,  #nostalgia,  #lata80,  #geekedweek

Wylądował bardzo fajny zwiastunik nowego He-Mana. Ładnie nawiązuje do estetyki oryginalnej serii, ale jednocześnie przypudrowuje ją na tyle, aby wyglądało to cool z dzisiejszej perspektywy. Mamy mrugnięcia okiem do lat 80 w postaci piosenki ("Holding Out For a Hero") i logo, wiernie przeniesione wszystkie kolorowe kostiumy i lokacje, śliczną kreskę Powerhouse Animation Studio, oraz świetnego Marka Hamilla w roli Szkieletora. #heman, #mastersoftheuniverse, #mastersoftheuniverserevelation, #markhamill, #netflix, #animacja, #kreskówka, #nostalgia, #lata80, #GeekedWeek

1
0
13 days ago
Trochę spóźniony post, ale wczoraj Natalie Portman świętowała 40 urodziny. Ale ten czas leci, jeżeli weźmie się pod uwagę w jak młodym wieku aktorka zaczynała swoją karierę.

Zacznę tym razem przewrotnie - dawno temu był okres w którym nie przepadałem za Natalie Portman i uważałem ją za kiepską aktorkę. Pierwsze filmy jakie z nią widziałem były oczywiście prequele Gwiezdnych Wojen, w których walczyła z Haydenem Christensenem o tytuł największego drewna trylogii (teraz widzę, że to bardziej wina Georgea Lucasa, niż aktorki). Później był V jak Vendetta, gdzie... po prostu była sobie i trochę odciągała uwagę od fajnej akcji. Potem doszedł pierwszy Thor, którego do dziś nie cierpię, a już szczególnie postaci Jane Foster i jej relacji z bogiem piorunów.
Przez lata wydawało mi się, że Natalie Portman to tylko jedna z wielu aktorek z ładną buzią, która ma wcielać się tylko w nudne love interest. Dopiero potem nadrobiłem takie filmy jak Leon Zawodowiec, czy Czarny Łabędź i moje zdanie o niej zmieniło się o 180 stopni. Teraz uważam, że to jedna z lepszych aktorek swojego pokolenia, dysponująca bardzo bogatym warsztatem, zdolna kreować różnorodne role, które zapadają w pamięć. Po prostu Natalie Portman średnio odnajduje się w blockbusterach, w których ma grać jakieś błache role, przy których nie może się dobrze wykazać. Z kolei jak ma zagrać w niezależnym kinie, z większymi ambicjami, prawie zawsze trafia w dziesiątkę. Z ostatnich ról bardzo podobała mi się w Jackie, Fox Lux (nawet jeżeli sam film tak średnio) i w Anihilacji (do dziś mój ulubiony film Alexa Garlanda).

Wszystkiego najlepszego Matylda, kolejnych Oscarów, świetnych ról i aby ponowna rola Jane w Thor: Love and Thunder wypadła lepiej.

 #NataliePortman,  #CzarnyŁabędź,  #BlackSwan,  #Leon,  #LeonZawodowiec,  #GwiezdneWojny,  #StarWars,  #Thor,  #JaneFoster,  #Padme,  #aktorka,  #Hollywood

Trochę spóźniony post, ale wczoraj Natalie Portman świętowała 40 urodziny. Ale ten czas leci, jeżeli weźmie się pod uwagę w jak młodym wieku aktorka zaczynała swoją karierę. Zacznę tym razem przewrotnie - dawno temu był okres w którym nie przepadałem za Natalie Portman i uważałem ją za kiepską aktorkę. Pierwsze filmy jakie z nią widziałem były oczywiście prequele Gwiezdnych Wojen, w których walczyła z Haydenem Christensenem o tytuł największego drewna trylogii (teraz widzę, że to bardziej wina Georgea Lucasa, niż aktorki). Później był V jak Vendetta, gdzie... po prostu była sobie i trochę odciągała uwagę od fajnej akcji. Potem doszedł pierwszy Thor, którego do dziś nie cierpię, a już szczególnie postaci Jane Foster i jej relacji z bogiem piorunów. Przez lata wydawało mi się, że Natalie Portman to tylko jedna z wielu aktorek z ładną buzią, która ma wcielać się tylko w nudne love interest. Dopiero potem nadrobiłem takie filmy jak Leon Zawodowiec, czy Czarny Łabędź i moje zdanie o niej zmieniło się o 180 stopni. Teraz uważam, że to jedna z lepszych aktorek swojego pokolenia, dysponująca bardzo bogatym warsztatem, zdolna kreować różnorodne role, które zapadają w pamięć. Po prostu Natalie Portman średnio odnajduje się w blockbusterach, w których ma grać jakieś błache role, przy których nie może się dobrze wykazać. Z kolei jak ma zagrać w niezależnym kinie, z większymi ambicjami, prawie zawsze trafia w dziesiątkę. Z ostatnich ról bardzo podobała mi się w Jackie, Fox Lux (nawet jeżeli sam film tak średnio) i w Anihilacji (do dziś mój ulubiony film Alexa Garlanda). Wszystkiego najlepszego Matylda, kolejnych Oscarów, świetnych ról i aby ponowna rola Jane w Thor: Love and Thunder wypadła lepiej. #NataliePortman, #CzarnyŁabędź, #blackswan, #leon, #leonzawodowiec, #GwiezdneWojny, #starwars, #thor, #janefoster, #padme, #aktorka, #Hollywood

7
0
14 days ago
Diuna: Powieść Graficzna, Księga 1
aut. Brian Herbert, Kevin J. Anderson, Raul Allen, Patricia Martin, 2020

1 czerwca polską premierę miała komiksowa adaptacja Diuny, klasyki science-fiction autostwa Franka Herberta. Zgodnie z podtytułem, jest to zaledwie przeniesienie 1 księgi (czyli 1/3 noweli). Za komiks odpowiadał syn pisarza, Brian Herbert i Kevin J. Anderson, którzy od wielu lat piszą książki z uniwersum Diuny. 

Sami autorzy w przedmowie przyznali, że nie chcieli niczego zmieniać w historii, tylko przełożyć ją na język innego medium, jakim jest komiks. Co nie znaczy, że nie posilono się o odrobinę kreatywności - Diuna Franka Herberta opisywała wiele abstrakcyjnych konceptów, elementów świata, które każdy będzie inaczej odbierał. 

To zaskakująco solidna adaptacja. Wszystko co kojarzymy z 1 księgi jest tutaj przełożone, ale jednocześnie w takiej formie, aby działało w formie komiksu. Nie jest przeładowany dialogami, a jednocześnie ostało sporo ikonicznych tekstów. Tempo jest płynne, nie ma dłużyzn, a historia jest spójna i zrozumiała nawet bez znajomości pierwowzoru.

Ilustracje prezentują się całkiem dobrze - ładna kompozycja kadrów, pomysłowe przejścia, realistyczna mimika twarzy i sylwetki postaci. Świetnie operuje kolorami, każda scena charakteryzuje się własną paletą barw. Najsłabiej jednak wypada ogólny design. W porównaniu m.in. z filmową adaptacją Davida Lyncha projektom kostiumów, wnętrz, czy technologii brakuje polotu, za bardzo przypominają przeciętną space operę.

To dobra pozycja zarówno dla fanów Diuny, jak i nowych czytelników, którzy preferują komiksy. Oczywiście nic nie jest w stanie zastąpić legendarnej książki Franka Herberta i jego pięknej, szczegółowej narracji, jednak powieść graficzna wciąż pozostaje niezłą alternatywą. 

 #Diuna,  #Dune,  #książka,  #komiks,  #powieśćgraficzna,  #FrankHerbert,  #BrianHerbert,  #KevinJAnderson,  #Rebis,  #klasyka,  #sciencefiction,  #spaceopera,  #recenzja,  #szmyrgol,  #szmyrgolmovie

Diuna: Powieść Graficzna, Księga 1 aut. Brian Herbert, Kevin J. Anderson, Raul Allen, Patricia Martin, 2020 1 czerwca polską premierę miała komiksowa adaptacja Diuny, klasyki science-fiction autostwa Franka Herberta. Zgodnie z podtytułem, jest to zaledwie przeniesienie 1 księgi (czyli 1/3 noweli). Za komiks odpowiadał syn pisarza, Brian Herbert i Kevin J. Anderson, którzy od wielu lat piszą książki z uniwersum Diuny. Sami autorzy w przedmowie przyznali, że nie chcieli niczego zmieniać w historii, tylko przełożyć ją na język innego medium, jakim jest komiks. Co nie znaczy, że nie posilono się o odrobinę kreatywności - Diuna Franka Herberta opisywała wiele abstrakcyjnych konceptów, elementów świata, które każdy będzie inaczej odbierał. To zaskakująco solidna adaptacja. Wszystko co kojarzymy z 1 księgi jest tutaj przełożone, ale jednocześnie w takiej formie, aby działało w formie komiksu. Nie jest przeładowany dialogami, a jednocześnie ostało sporo ikonicznych tekstów. Tempo jest płynne, nie ma dłużyzn, a historia jest spójna i zrozumiała nawet bez znajomości pierwowzoru. Ilustracje prezentują się całkiem dobrze - ładna kompozycja kadrów, pomysłowe przejścia, realistyczna mimika twarzy i sylwetki postaci. Świetnie operuje kolorami, każda scena charakteryzuje się własną paletą barw. Najsłabiej jednak wypada ogólny design. W porównaniu m.in. z filmową adaptacją Davida Lyncha projektom kostiumów, wnętrz, czy technologii brakuje polotu, za bardzo przypominają przeciętną space operę. To dobra pozycja zarówno dla fanów Diuny, jak i nowych czytelników, którzy preferują komiksy. Oczywiście nic nie jest w stanie zastąpić legendarnej książki Franka Herberta i jego pięknej, szczegółowej narracji, jednak powieść graficzna wciąż pozostaje niezłą alternatywą. #diuna, #dune, #książka, #komiks, #powieśćgraficzna, #frankherbert, #brianherbert, #kevinjanderson, #rebis, #klasyka, #sciencefiction, #spaceopera, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie

12
0
15 days ago
Kung-Fu to jedno z najlepszych kolekcji filmów DVD jakie udało mi się nabyć. Nie dlatego, że zawiera szczególnie jakoś wartościowe, udane filmy, ale ze względu na niszowość, egzotykę i bezpretensjonalność.

Otrzymujemy 3 stare, niskobudżetowe azjatyckie filmy o sztukach walki, które stanowią świetną podróż do epoki VHS. Dostajemy Ostatnią zemstę Ulicznego, Siostrę Ulicznego Wojownika i Krwawą Walkę.

Wszystkie te filmy zawarte są w zaledwie jednej płycie DVD. Wszystkie mają angielskie dialogi i polskie napisy (bez jakichkolwiek opcji), jakość obrazu i dźwięku jest fatalna, ale potęguje to klimat epoki VHS. Wszystkie dostarczają też 100% rozrywkę. Oglądanie tak zapomnianych, tanich filmów exploitation ma swój niepowtarzalny urok. Wszystko jest bardziej surowe, chałupnicze, brudne, a przez to jakoś bardziej naturalne, mięsiste. To były tanie filmy kręcone hurtowo, nikt specjalnie nie przejmował się nimi, więc twórcy mieli wolną rękę w tworzeniu jak najdziwniejszych fabuł, postaci i scen akcji. Dzięki temu filmy takie są bardziej nieprzewidywalne, dziwne, a przez to jeszcze bardziej angażujące. 

Trzeba też przyznać, że Azjaci nawet kręcąc tak tanie filmy ponad 30-40 lat temu mieli lepsze podejście do tworzenia scen akcji, niż często Amerykanie dziś. Nie ma tam padaczkowatego montażu, irytującej pracy kamery, aktorzy faktycznie wykonują widowiskowe akrobacje w scenach walk. Jednocześnie są to filmy odpowiednio brutalne, nie przejmujące się poprawnością polityczną. Fabuła Ostatniej zemsty Ulicznego Wojownika i Siostry Ulicznego Wojownika jest pretekstowa, skupiamy się tylko na widowiskowych (i zabawnie absurdalnych) scenach akcji. Krwawa Walka próbuje trochę więcej, opowiadając jakiś dramat bohaterów, ale robi to tak nieudolnie, chaotycznie z tak fatalnym aktorstwem i dialogami, że tylko bardziej bawi. 

Szczerze polecam fanom kina kopanego i exploitation. Takie cudeńko łatwo znaleźć na stronach aukcyjnych, ja akurat nabyłem na bazarze za jedyne 9 zł (płyta w doskonałym stanie). Dostaniecie aż 250 minut czystej zabawy.

 #KungFu,  #Sztukiwalki,  #Azja,  #Japonia,  #SonnyChiba,  #BoloYoung,  #StreetFighter,  #akcja,  #dvd,  #recenzja,  #szmyrgol,  #szmyrgolmovie,  #kinoklasyB,

Kung-Fu to jedno z najlepszych kolekcji filmów DVD jakie udało mi się nabyć. Nie dlatego, że zawiera szczególnie jakoś wartościowe, udane filmy, ale ze względu na niszowość, egzotykę i bezpretensjonalność. Otrzymujemy 3 stare, niskobudżetowe azjatyckie filmy o sztukach walki, które stanowią świetną podróż do epoki VHS. Dostajemy Ostatnią zemstę Ulicznego, Siostrę Ulicznego Wojownika i Krwawą Walkę. Wszystkie te filmy zawarte są w zaledwie jednej płycie DVD. Wszystkie mają angielskie dialogi i polskie napisy (bez jakichkolwiek opcji), jakość obrazu i dźwięku jest fatalna, ale potęguje to klimat epoki VHS. Wszystkie dostarczają też 100% rozrywkę. Oglądanie tak zapomnianych, tanich filmów exploitation ma swój niepowtarzalny urok. Wszystko jest bardziej surowe, chałupnicze, brudne, a przez to jakoś bardziej naturalne, mięsiste. To były tanie filmy kręcone hurtowo, nikt specjalnie nie przejmował się nimi, więc twórcy mieli wolną rękę w tworzeniu jak najdziwniejszych fabuł, postaci i scen akcji. Dzięki temu filmy takie są bardziej nieprzewidywalne, dziwne, a przez to jeszcze bardziej angażujące. Trzeba też przyznać, że Azjaci nawet kręcąc tak tanie filmy ponad 30-40 lat temu mieli lepsze podejście do tworzenia scen akcji, niż często Amerykanie dziś. Nie ma tam padaczkowatego montażu, irytującej pracy kamery, aktorzy faktycznie wykonują widowiskowe akrobacje w scenach walk. Jednocześnie są to filmy odpowiednio brutalne, nie przejmujące się poprawnością polityczną. Fabuła Ostatniej zemsty Ulicznego Wojownika i Siostry Ulicznego Wojownika jest pretekstowa, skupiamy się tylko na widowiskowych (i zabawnie absurdalnych) scenach akcji. Krwawa Walka próbuje trochę więcej, opowiadając jakiś dramat bohaterów, ale robi to tak nieudolnie, chaotycznie z tak fatalnym aktorstwem i dialogami, że tylko bardziej bawi. Szczerze polecam fanom kina kopanego i exploitation. Takie cudeńko łatwo znaleźć na stronach aukcyjnych, ja akurat nabyłem na bazarze za jedyne 9 zł (płyta w doskonałym stanie). Dostaniecie aż 250 minut czystej zabawy. #kungfu, #sztukiwalki, #Azja, #Japonia, #sonnychiba, #boloyoung, #streetfighter, #akcja, #dvd, #recenzja, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #kinoklasyB,

3
0
16 days ago
Pojawił się zwiastun Ostatniego Najemnika, najnowszego filmu z Jean Claude Van Dammem produkowanego przez Netflixa. Co ciekawe, będzie to francuski film, w języku francuskim.

Spora część starej gwardii gwiazd kina akcji stanowią Europejczycy - wspomniany Van Damme (Belgia), Dolph Lundgren (Szwecja), Arnold Schwarzenegger (Austria) - jednak wszyscy grają tylko w amerykańskich filmach. Fajnie byłoby dla odmiany zobaczyć ich w ojczystym otoczeniu i mówiących w ojczystym języku (albo przynajmniej w mocno zbliżonym, jak w tym przypadku). Byłaby to jakaś miła odmiana, mały powiew świeżości, nawet w ramach typowego kina akcji. Dlatego jestem ciekaw Ostatniego Najemnika. Poza tym, mam sympatię do Van Damma i nawet ostatnie części Uniwersalnego Żołnierza były w stanie dostarczyć mi rozrywki.

 #TheLastMercenary,  #OstatniNajemnik,  #JeanClaudeVanDamme,  #akcja,  #Netflix,  #francja

Pojawił się zwiastun Ostatniego Najemnika, najnowszego filmu z Jean Claude Van Dammem produkowanego przez Netflixa. Co ciekawe, będzie to francuski film, w języku francuskim. Spora część starej gwardii gwiazd kina akcji stanowią Europejczycy - wspomniany Van Damme (Belgia), Dolph Lundgren (Szwecja), Arnold Schwarzenegger (Austria) - jednak wszyscy grają tylko w amerykańskich filmach. Fajnie byłoby dla odmiany zobaczyć ich w ojczystym otoczeniu i mówiących w ojczystym języku (albo przynajmniej w mocno zbliżonym, jak w tym przypadku). Byłaby to jakaś miła odmiana, mały powiew świeżości, nawet w ramach typowego kina akcji. Dlatego jestem ciekaw Ostatniego Najemnika. Poza tym, mam sympatię do Van Damma i nawet ostatnie części Uniwersalnego Żołnierza były w stanie dostarczyć mi rozrywki. #TheLastMercenary, #OstatniNajemnik, #jeanclaudevandamme, #akcja, #netflix, #Francja

5
0
16 days ago
Brak zaskoczeń, będzie kolejny sezon Cień i kość. 
Wiadomo, serial okazał się hitem. Zbierał sporo pozytywnych opinii, chociaż mało kto się nim zachwycał. Wystarczy, że dla większości po prostu był spoko serialem fantasy z odrobinką akcji, magii, awantury, romansu i humoru. Dla mnie był na tyle okej, że obejrzałem 1 sezon Cień i kość do końca, chociaż trudno mi powiedzieć, abym czekał na ciąg dalszy.

 #shadowandbone,  #netflix,  #serial,  #fantasy,  #cieńikość,

Brak zaskoczeń, będzie kolejny sezon Cień i kość. Wiadomo, serial okazał się hitem. Zbierał sporo pozytywnych opinii, chociaż mało kto się nim zachwycał. Wystarczy, że dla większości po prostu był spoko serialem fantasy z odrobinką akcji, magii, awantury, romansu i humoru. Dla mnie był na tyle okej, że obejrzałem 1 sezon Cień i kość do końca, chociaż trudno mi powiedzieć, abym czekał na ciąg dalszy. #shadowandbone, #netflix, #serial, #fantasy, #cieńikość,

3
1
16 days ago
Richard Jewell
reż. Clint Eastwood, 2019

Kiedy Richard Jewell miał swoją premierę, Clint Eastwood miał już 89 lat. Zwykle mam problem z amerykańskimi reżyserami w zaawansowanym wieku, którzy dużą wagę przywiązują do amerykańskich wartości. Jednak Clint Eastwood po raz kolejny pokazał, że ma coś ciekawego do powiedzenia. Nie boi się wbijać szpili, skonfrontować swoich poglądów z otaczającym światem, spojrzeć na nie z dystansem, obalać mity. W przypadku Richarda Jewell oglądamy w pełni oddanego, amerykańskiego patriotę, który zostaje zdradzony przez własny naród. Przez cały film oglądamy jak konfrontuje się ze swoimi przekonaniami, stopniowo przechodzi rozczarowanie organami władzy, które idealizował całe życie.

Bardzo ciekawie portretowany jest tytułowy bohater. To jest zapalony republikanin, popierający prawo do posiadania broni, karę śmierci, oraz człowiek nieprzystosowany społecznie, zbyt natrętny, budzący sporą niechęć. A jednak spędzamy z nim sporo czasu, oglądamy w codziennym życiu i dowiadujemy się, jak przetwarza informacje. Jest bardzo lojalny, pamiętliwy, wychwytuje sporo detali, a jednocześnie nie zna jakiegokolwiek umiaru, wszystko postrzega zerojedynkowo i ślepo kieruje się ideałami. Reżyser nie idealizuje Richarda Jewelly. Co prawda dokonał bohaterskiego czynu zapobiegając zamachowi terrorystycznemu, ale nie musimy zgadzać się z nim we wszystkim. Eastwood słusznie poddaje pod wątpliwość, czy skoro jest aspołeczny, posiada kontrowersyjne poglądy, to musimy automatycznie go odczłowieczać, odebrać mu i jego rodzinie prawo do normalnego życia? 

Pomaga w tym powściągliwy styl reżysera - brak patosu, szarobura kolorystyka - wszystko jest zimne, co pasuje do motywu dwuznaczności bohatera, wszechobecnego cynizmu mediów i amerykańskiego rządu. Świetnie spisuje się odtwórca głównej roli, Paul Walter Hauser - autentycznie wierzymy w jego poglądy, ale też niechęć jaką budzi wokół. Świetna jest też Kathy Bates w roli jego matki, oraz Sam Rockwell. 

Warto obejrzeć, szczególnie jeżeli macie sympatię do stylu Clinta Eastwooda.

 #RichardJewell,  #ClintEastwod,  #PaulWalterHauser,  #KathyBates,  #SamRockwell,  #dramat,  #biograficzny  #Ameryka,  #film,  #recenzja,  #HBOGO,

Richard Jewell reż. Clint Eastwood, 2019 Kiedy Richard Jewell miał swoją premierę, Clint Eastwood miał już 89 lat. Zwykle mam problem z amerykańskimi reżyserami w zaawansowanym wieku, którzy dużą wagę przywiązują do amerykańskich wartości. Jednak Clint Eastwood po raz kolejny pokazał, że ma coś ciekawego do powiedzenia. Nie boi się wbijać szpili, skonfrontować swoich poglądów z otaczającym światem, spojrzeć na nie z dystansem, obalać mity. W przypadku Richarda Jewell oglądamy w pełni oddanego, amerykańskiego patriotę, który zostaje zdradzony przez własny naród. Przez cały film oglądamy jak konfrontuje się ze swoimi przekonaniami, stopniowo przechodzi rozczarowanie organami władzy, które idealizował całe życie. Bardzo ciekawie portretowany jest tytułowy bohater. To jest zapalony republikanin, popierający prawo do posiadania broni, karę śmierci, oraz człowiek nieprzystosowany społecznie, zbyt natrętny, budzący sporą niechęć. A jednak spędzamy z nim sporo czasu, oglądamy w codziennym życiu i dowiadujemy się, jak przetwarza informacje. Jest bardzo lojalny, pamiętliwy, wychwytuje sporo detali, a jednocześnie nie zna jakiegokolwiek umiaru, wszystko postrzega zerojedynkowo i ślepo kieruje się ideałami. Reżyser nie idealizuje Richarda Jewelly. Co prawda dokonał bohaterskiego czynu zapobiegając zamachowi terrorystycznemu, ale nie musimy zgadzać się z nim we wszystkim. Eastwood słusznie poddaje pod wątpliwość, czy skoro jest aspołeczny, posiada kontrowersyjne poglądy, to musimy automatycznie go odczłowieczać, odebrać mu i jego rodzinie prawo do normalnego życia? Pomaga w tym powściągliwy styl reżysera - brak patosu, szarobura kolorystyka - wszystko jest zimne, co pasuje do motywu dwuznaczności bohatera, wszechobecnego cynizmu mediów i amerykańskiego rządu. Świetnie spisuje się odtwórca głównej roli, Paul Walter Hauser - autentycznie wierzymy w jego poglądy, ale też niechęć jaką budzi wokół. Świetna jest też Kathy Bates w roli jego matki, oraz Sam Rockwell. Warto obejrzeć, szczególnie jeżeli macie sympatię do stylu Clinta Eastwooda. #richardjewell, #ClintEastwod, #PaulWalterHauser, #kathybates, #samrockwell, #dramat, #biograficzny #ameryka, #film, #recenzja, #hbogo,

7
0
18 days ago
Kolejny ciekawy wybór castingowy do rebootu Toksycznego Mściciela. Elijah Wood wcieli się w głównego złoczyńcę imieniem Bob Garbinger, szefa korporacji Garb X. Spoko wybór - Elijah zawsze miał w sobie coś niepokojącego, więc pasuje do roli villaina. Też aktor ostatnimi czasy wyrobił sobie wizerunek ekscentryka grając lub produkując coraz dziwniejsze filmy na pograniczu komedii i horroru (to on był producentem Mandy i Koloru z przestworzy).

Podoba mi się ogólny dobór aktorów do Toksycznego Mściciela. To są zarówno aktorzy popularni, ale też nietypowi. Niskorosły Peter Dinklage jako wielki, zmutowany Toxie, cherubinkowaty Jacob Trambley grający w coraz wulgarniejszych filmach, a teraz człowiek współpracujący sporo z Nicolasem Cagem jako szalony szef korporacji. To wszystko są bardzo utalentowani aktorzy, kojarzeni, ale nie są to typowe, hollywoodzkie gwiazdy które oglądamy w co drugim blockbusterze. Udaje się narazie uchwycić złoty środek między kinem mainstreamowym, a dziwnym, niezależnym. Ciekaw jestem kolejnych newsów.

 #TheToxicAvenger,  #ToxicAvenger,  #Troma,  #LloydKaufman,  #komedia,  #horror,  #szmyrgol,  #szmyrgolmovie,  #superhero,  #superbohaterowie,  #kinoklasyB,  #dziwnekino,  #ToksycznyMściciel

Kolejny ciekawy wybór castingowy do rebootu Toksycznego Mściciela. Elijah Wood wcieli się w głównego złoczyńcę imieniem Bob Garbinger, szefa korporacji Garb X. Spoko wybór - Elijah zawsze miał w sobie coś niepokojącego, więc pasuje do roli villaina. Też aktor ostatnimi czasy wyrobił sobie wizerunek ekscentryka grając lub produkując coraz dziwniejsze filmy na pograniczu komedii i horroru (to on był producentem Mandy i Koloru z przestworzy). Podoba mi się ogólny dobór aktorów do Toksycznego Mściciela. To są zarówno aktorzy popularni, ale też nietypowi. Niskorosły Peter Dinklage jako wielki, zmutowany Toxie, cherubinkowaty Jacob Trambley grający w coraz wulgarniejszych filmach, a teraz człowiek współpracujący sporo z Nicolasem Cagem jako szalony szef korporacji. To wszystko są bardzo utalentowani aktorzy, kojarzeni, ale nie są to typowe, hollywoodzkie gwiazdy które oglądamy w co drugim blockbusterze. Udaje się narazie uchwycić złoty środek między kinem mainstreamowym, a dziwnym, niezależnym. Ciekaw jestem kolejnych newsów. #thetoxicavenger, #ToxicAvenger, #Troma, #LloydKaufman, #komedia, #horror, #szmyrgol, #szmyrgolmovie, #superhero, #superbohaterowie, #kinoklasyB, #dziwnekino, #ToksycznyMściciel

12
0
19 days ago
Pojawiły się zdjęcia zza kulis Shazama 2 pokazujące nowy strój bohatera. Lubię jak kostium superbohatera ulega pewnym zmianom na przestrzeni kolejnych filmów - nawet jeżeli nie ma to zbyt wiele sensu w ramach przedstawionego świata. Pewnie ma to przede wszystkim rozreklamować kolejne serie zabawek, ale miło mieć małą różnorodność w tak błachej materii. To trochę tak jakby twórcy wykorzystywali różne wersje kostiumów z szkiców koncepcyjnych, tak aby fani każdego z nich mogli się nimi nacieszyć.

Pierwszy strój Shazama wyglądał jak z produkcji telewizyjnej z lat 90 - faktura przypominała tani, cienki materiał, błyskawica na klacie świeciła się  za pomocą jakiejś zwykłej lampki ledowej ukryte pod spodem. Pasowało to jednak do tamtego filmu, który w zamierzeniu miał być bardziej komediowy, kiczowaty, przyziemny, oraz nawiązujący do komedii familijnych z przełomu lat 80 i 90. Jednocześnie było to bardzo wierne przeniesienie kostiumu Kapitan Marvel (nie mylić z superbohaterką Marvela) z klasycznych komiksów.

Nowy strój Shazama dużo bardziej wpisuje się w styl filmów Marvela - w gruncie rzeczy klasyczny kostium, ale uwspółcześniony dzięki zmianie faktury, dodaniu masy detali w postaci licznych warstw, linii, pasków. Peleryny nie widać, bo pewnie zostanie dodana w CGI, aby mogła bardziej widowiskowo powiewać i nie przeszkadzała aktorowi. W sumie trudno mi stwierdzić, czy mi się podoba, wolę poczekać na film, albo chociaż pełny zwiastun, który pokaże Shazama w akcji, ogólny ton filmu i estetykę. Być może po sukcesie pierwszego filmu dostaniemy tym razem większe, bardziej widowiskowe kino superhero, więc też dostosowano strój do bardziej mainstreamowych standardów?

 #shazam,  #zacharylevi,  #dc,  #dceu,  #superhero,  #superbohaterowie,  #szmyrgol,  #szmyrgolmovie,

Pojawiły się zdjęcia zza kulis Shazama 2 pokazujące nowy strój bohatera. Lubię jak kostium superbohatera ulega pewnym zmianom na przestrzeni kolejnych filmów - nawet jeżeli nie ma to zbyt wiele sensu w ramach przedstawionego świata. Pewnie ma to przede wszystkim rozreklamować kolejne serie zabawek, ale miło mieć małą różnorodność w tak błachej materii. To trochę tak jakby twórcy wykorzystywali różne wersje kostiumów z szkiców koncepcyjnych, tak aby fani każdego z nich mogli się nimi nacieszyć. Pierwszy strój Shazama wyglądał jak z produkcji telewizyjnej z lat 90 - faktura przypominała tani, cienki materiał, błyskawica na klacie świeciła się za pomocą jakiejś zwykłej lampki ledowej ukryte pod spodem. Pasowało to jednak do tamtego filmu, który w zamierzeniu miał być bardziej komediowy, kiczowaty, przyziemny, oraz nawiązujący do komedii familijnych z przełomu lat 80 i 90. Jednocześnie było to bardzo wierne przeniesienie kostiumu Kapitan Marvel (nie mylić z superbohaterką Marvela) z klasycznych komiksów. Nowy strój Shazama dużo bardziej wpisuje się w styl filmów Marvela - w gruncie rzeczy klasyczny kostium, ale uwspółcześniony dzięki zmianie faktury, dodaniu masy detali w postaci licznych warstw, linii, pasków. Peleryny nie widać, bo pewnie zostanie dodana w CGI, aby mogła bardziej widowiskowo powiewać i nie przeszkadzała aktorowi. W sumie trudno mi stwierdzić, czy mi się podoba, wolę poczekać na film, albo chociaż pełny zwiastun, który pokaże Shazama w akcji, ogólny ton filmu i estetykę. Być może po sukcesie pierwszego filmu dostaniemy tym razem większe, bardziej widowiskowe kino superhero, więc też dostosowano strój do bardziej mainstreamowych standardów? #shazam, #zacharylevi, #dc, #dceu, #superhero, #superbohaterowie, #szmyrgol, #szmyrgolmovie,

4
0
19 days ago
Pamiętacie jeszcze Kung Fury, tą internetową parodię popkultury lat 80? Minęło już od tamtego czasu 6 lat i cały czas trwają pracę nad sequelem. Premiera zaplanowana na 2022 rok. Wyciekła garstka zdjęć z planu.

Wygląda to prawie jak remake, ale tym razem w formie pełnometrażowego filmu z większym budżetem, a nawet po części z profesjonalną obsadą (na liście płac widnieje Michael Fassbender i Arnold Schwarzenegger). Fajnie, że w przeciwieństwie do jedynki nie dostaniemy wyłącznie green screenów i CGI, ale też sporo animatroniki, charakteryzacji i ręcznie wykonanej scenografii, co pomoże oddać klimat lat 80.

Pamiętam, że bardzo bawiło mnie Kung Fury, zarówno w wersji oryginalnej jak i z polskim lektorem (legendarny Tomasz Knapik). Oczywiście było to bardzo powierzchowne wyobrażenie lat 80, pozbawione jakiejkolwiek treści, ale jako śmieszny i fajnie wystylizowany filmik na YouTubie trwający 30 minut działał w sam raz. 

Mam pewne obawy, czy formuła Kung Fury starczy na pełnometrażową produkcję. W 2018 roku powstał bardzo podobny film pt Commando Ninja. Również był to internetowy film finansowany na Kickstarterze, parodiujący lata 80 z bardzo podobnymi żartami, również z zabawnym trailerem. W przeciwieństwie jednak do Kung Fury z 2015 był pełnometrażowy, co niestety mocno odbiło się na seansie- przez pierwsze 30 minut śmieszyły mnie absurdalne odniesienia do lat 80, ale szybko potem zaczęło się to robić monotonne i przewidywalne. Obawiam się, że podobnie może być i w tym przypadku - na jak długo można polegać na żartach z lat 80? Chyba, że David Sandberg czymś nas zaskoczy? 

 #KungFury,  #DavidSandberg,  #MichaelFassbender,  #lata80,  #Nostalgia,  #komedia,  #parodia,  #vhs,  #TomaszKnapik,  #ArnoldSchwarzenegger,  #DavidHasselhoff,  #YouTube

Pamiętacie jeszcze Kung Fury, tą internetową parodię popkultury lat 80? Minęło już od tamtego czasu 6 lat i cały czas trwają pracę nad sequelem. Premiera zaplanowana na 2022 rok. Wyciekła garstka zdjęć z planu. Wygląda to prawie jak remake, ale tym razem w formie pełnometrażowego filmu z większym budżetem, a nawet po części z profesjonalną obsadą (na liście płac widnieje Michael Fassbender i Arnold Schwarzenegger). Fajnie, że w przeciwieństwie do jedynki nie dostaniemy wyłącznie green screenów i CGI, ale też sporo animatroniki, charakteryzacji i ręcznie wykonanej scenografii, co pomoże oddać klimat lat 80. Pamiętam, że bardzo bawiło mnie Kung Fury, zarówno w wersji oryginalnej jak i z polskim lektorem (legendarny Tomasz Knapik). Oczywiście było to bardzo powierzchowne wyobrażenie lat 80, pozbawione jakiejkolwiek treści, ale jako śmieszny i fajnie wystylizowany filmik na YouTubie trwający 30 minut działał w sam raz. Mam pewne obawy, czy formuła Kung Fury starczy na pełnometrażową produkcję. W 2018 roku powstał bardzo podobny film pt Commando Ninja. Również był to internetowy film finansowany na Kickstarterze, parodiujący lata 80 z bardzo podobnymi żartami, również z zabawnym trailerem. W przeciwieństwie jednak do Kung Fury z 2015 był pełnometrażowy, co niestety mocno odbiło się na seansie- przez pierwsze 30 minut śmieszyły mnie absurdalne odniesienia do lat 80, ale szybko potem zaczęło się to robić monotonne i przewidywalne. Obawiam się, że podobnie może być i w tym przypadku - na jak długo można polegać na żartach z lat 80? Chyba, że David Sandberg czymś nas zaskoczy? #kungfury, #DavidSandberg, #michaelfassbender, #lata80, #nostalgia, #komedia, #parodia, #vhs, #TomaszKnapik, #arnoldschwarzenegger, #davidhasselhoff, #youtube

3
0
20 days ago